Artykuły

Wpływ telewizji na rozwój dzieckaJesienny spacerCzas na sport

Wpływ telewizji na rozwój dziecka

Oglądanie telewizji jest dzisiaj bardzo popularną formą spędzania wolnego czasu, zarówno wśród dzieci, jak i dorosłych. Trudno się temu dziwić. W końcu po długich godzinach pracy, czy nauki najprościej jest zrelaksować się właśnie przed ekranem telewizora. W niektórych domach całe życie rodziny toczy się w dyktowanym przez telewizję rytmie – nie planuje się wizyty gości w godzinach nadawania „Klanu” czy „Baru”, dziecko kąpie się przed dobranocką, nie telefonuje się do znajomych w trakcie trwania „Wiadomości”. Najgorsze jest to, że wielogodzinne oglądanie telewizji odbiera nam możliwość cieszenia się tym, co jest naprawdę ważne – przebywaniem z najbliższymi, rozmową, dzieleniem się codziennymi sprawami, tym co przeżyliśmy w ciągu dnia.

Z przerażających statystyk amerykańskich uczonych wynika, że dzieci w wieku od dwóch do pięciu lat oglądają telewizję przeciętnie przeszło dwadzieścia pięć godzin tygodniowo. Niektóre z nich wpatrują się w ekran telewizora pięć lub sześć godzin dziennie. Długie przesiadywanie przed telewizorem wiąże się z wieloma problemami.

Dzieci oglądając telewizję, nie tylko wyglądają jak bezmyślne stwory, one naprawdę nie myślą. Popadają w rodzaj transu, w którym przemiana materii spada o 16%. W tym przypadku mówi się o syndromie „tępego warzywa”. Intensywne oglądanie telewizji może być przyczyną niedostatecznej aktywności fizycznej, intelektualnej i społecznej. Hamuje ono w dzieciach rozwój umiejętności niezbędnych do odczuwania głębszej satysfakcji z życia, takich jak: czytanie książek, ćwiczenia fizyczne, zabawy z rówieśnikami, malowanie, majsterkowanie.

Badania wykazują, że telewizja jest jedną z przyczyn 50% wzrostu otyłości u dzieci w ostatnim dziesięcioleciu. Dzieci uzależnione od telewizji konsumują więcej (oglądanie zachęca do ciągłego pogryzania, a reklamy dodatkowo skłaniają do opychania się niezdrowym jedzeniem). Ponieważ mają mniej ruchu ich przemiana materii jest słabsza i mniej spalają.

Długi czas spędzany przed telewizorem sprawia, że młodzi widzowie nie tylko są otyli, ale również ich poziom cholesterolu jest zawyżony. Eksperci sugerują, że wynika to z powodu takich czynników, jak brak ruchu, szkodliwa dla serca dieta, propagowana przez telewizyjne reklamy, a praktykowane w czasie oglądania programów, kiedy to pałaszuje się bezwartościowe produkty.

Choć niektórzy wciąż podają to w wątpliwość istnieje coraz więcej powodów, by wreszcie uznać istniejące od dawna podejrzenia za słuszne, że oglądanie przemocy i gwałtu w telewizji rodzi agresywne zachowania u dzieci. Magazyn naukowy „Journal of the American Medical Association” opublikował wyniki badań które ukazały, co się stało w krajach po wprowadzeniu telewizji. Wszędzie tam nastąpiła natychmiastowa eksplozja przemocy na placach zabaw, a w ciągu piętnastu lat podwoiła się liczba morderstw. Dlaczego po piętnastu latach? Tyle czasu potrzeba, aby po brutalizacji agresywnymi programami, trzy-, cztero-, pięciolatkowie osiągnęli swoją „dojrzałość kryminalną”. Wiele innych drastycznych dowodów na agresywne zachowanie dzieci i młodzieży pod wpływem oglądana telewizji przytacza David Grossman, ekspert w dziedzinie psychologii zabijania w książce „O zabijaniu” Psychologiczna cena uczenia ludzi zabijania w społeczeństwie i na wojnie”.

Źle dobrane programy telewizyjne, jeżeli nie wywołują zachowań agresywnych, to w najlepszym razie obniżają wrażliwość na przemoc: sprawiają, że młodzi widzowie przyjmują ją obojętnie (czemuż miałoby być inaczej, skoro postać zmasakrowana w pewnym epizodzie wraca do pełnej formy w następnym?). Małe dzieci z trudem albo wcale nie odróżniają tego, co jest, od tego, co nie jest prawdziwe. Wszystko, co  widzą lub słyszą biorą dosłownie, wytwory ich fantazji przerażają je, gdyż identyfikowane są z prawdą. Dla nich rzeczy widziane w telewizji są równe prawdziwe jak to, co dzieje się w ich pokoju lub na podwórku. Nawet jeżeli wydaje się, że nie są wystraszone oglądając program budzący lęk, przeżywane później koszmary senne są skutkiem ich oglądania. Programy informacyjne przekazujące wiadomości o morderstwach, pożarach, klęskach żywiołowych, katastrofach, itd. stają się szczególnie niebezpieczne. Młodzi widzowie mają tendencję do wyobrażania sobie, że  to, co dzieje się na ekranie, może przytrafić się im samym, albo ich bliskim. W wielu programach dominują wartości negatywne: aprobata dla  przemocy lub kłamstwa, przekonanie, że rzeczy materialne czynią człowieka ważnym lub popularnym.

Wielu rodziców włącza telewizor wtedy, gdy dziecko jest znudzone, niegrzeczne, zmartwione, ma jakiś problem. Eksperci przewidują, że tak traktowane dzieci, mogą w przyszłości mieć mniejsze zdolności adaptacyjne w stosunku do otaczającego je świata. Zamiast dawać sobie radę z normalnymi kłopotami dnia codziennego mogą skłaniać się do łatwych uników. Kiedy ogląda się bajkę o Pinokiu, nie trzeba stawiać czoła rzeczywistości.

Dzieci nałogowo oglądające telewizję na ogół są opóźnione w rozwoju społecznym i intelektualnym. Mają gorzej wykształconą sprawność czytania i osiągają gorsze wyniki w nauce niż dzieci spędzające niewiele czasu przed ekranem. Przeznaczają mniej czasu na naukę, co w rezultacie zmniejsza skłonność do tych zajęć. Styl nauczania poprzez telewizję, z użyciem zaawansowanych technicznie specjalnych efektów, powoduje, że dzieci stają się bierne i nudzą się lub nie potrafią się skoncentrować. Z kolei nauczanie w szkole nie jest tak szybkie i ekscytujące jak przez telewizję.

Nadmierne oglądanie telewizji w dzieciństwie może zahamować zainteresowanie dziecka książkami, konieczne dla całego rozwoju intelektualnego. Opóźnienie w rozwoju społecznym może być spowodowane brakiem czasu na zabawy z rówieśnikami, rodzeństwem na poznawanie bliższego i dalszego otoczenia.

Telewizja podając cały obraz, w przeciwieństwie do książki, osłabia wyobraźnię dziecka. Poza nielicznymi wyjątkami programy telewizyjne nie zachęcają do nowych pomysłów, nie pobudzają twórczych instynktów.

Dzieci spędzające dużo czasu przed telewizorem mają osłabioną zdolność do samodzielnej zabawy, bo brak im do tego motywacji. Zmanierowane natłokiem wrażeń nie czynią żadnych wysiłków, by wymyślać zabawy wymagające pracy intelektu i wyobraźni.

W rodzinach oglądających telewizję od rana do wieczora następuje stopniowe osłabienie więzi rodzinnych i społecznych, ponieważ nie ma czasu na wymianę myśli, uczuć i innych wartości.

Mimo swych wad telewizja daje dostęp do cudownej krainy obrazów, dźwięków i postaci, które nie tylko dostarczają nową wiedzę, ale wzbogacają już posiadaną, bawią i wychowują. W niektórych programach dla dzieci czyni się wysiłki by propagować pozytywne wartości, takie jak tolerancja, współdziałanie z innymi, delikatność, czy uczciwość. Telewizja może przenosić do odległych zakątków świata, a nawet wszechświata, pokazywać przyszłość i przeszłość, sprawy zwykłe i egzotyczne, świat nauki i sztuki.

Mądrze dawkowany dostęp do telewizji może być wzbogacający dla dziecka i domowych relacji dziecko nie znajdzie nigdzie indziej. Amerykańska Akademia Pediatryczna opracowała wskazówki, które mogą pomóc rodzicom w wykształceniu u dzieci zdrowych nawyków korzystania z telewizora. Zgodnie z nimi należy ustalić wyraźne granice czasu spędzonego przed ekranem. Amerykańscy pediatrzy radzą, aby skrócić oglądane telewizji do 1 – 2 godzin dziennie (przeciętny Polak poświęca na to 4 godziny), szczególnie wtedy, gdy zabawa na świeżym powietrzu nie wchodzi w rachubę z powodu złej pogody.

Należy przestrzegać ustalonych limitów. Jeżeli po zakończeniu programu rodzice nie będą wyłączać telewizora ograniczenia nie będą miały sensu (zasady te można złamać w przypadku choroby dziecka lub gdy w telewizji jest coś, co szczególnie interesuje dziecko). Jeżeli wszystkie miejsca siedzące w pokoju, gdzie stoi telewizor, ustawione są frontem do ekranu, to chcąc nie chcąc, uwaga całej rodziny skoncentrowana jest na telewizorze. W takiej sytuacji należy zmienić ustawienie mebli w pokoju.

Nie powinno się wstawiać telewizora do dziecięcego pokoju – powoduje to izolację dziecka w sensie fizycznym i znacząco zmniejsza ilość kontaktów w rodzinie.

Trzeba wybrać właściwą porę oglądania telewizji. Nie jest wskazane włączanie telewizora podczas posiłków, spotkań rodzinnych oraz w czasie zabaw. Posiłki i spotkania powinny służyć rodzinnej integracji, zabawy natomiast uczą dzieci umiejętności współżycia z innymi.

Oglądanie telewizji wspólnie z dzieckiem pozwoli rodzicowi skorygować błędne poglądy, wskazać pozytywne wartości. Oglądanie telewizji może być aktywnym zajęciem. Może być tematem do rozmów, zabaw, tańców i innych zajęć artystycznych.

Telewizja nie może być sposobem na uspokojenie, pocieszenie, czy formą reagowania na potrzeby dziecka.

Nie należy używać telewizji jako formy przekupstwa, kary lub nagrody. Kojarzenie telewizji z dobrym zachowaniem może spowodować, że wyda się ona atrakcyjniejsza. Rodzice powinni dawać dobry przykład i być wzorem odpowiedniego oglądania telewizji.

Negatywne działanie telewizji może być zlikwidowane lub osłabione poprzez odwrócenie uwagi rodziny od telewizji wprowadzeniem zajęć zespalających wszystkich członków rodziny, takich jak: gotowanie, uprawianie ogródka, robótki ręczne, wyprawy do ciekawych miejsc,gry planszowe i zabawy sportowe.

Dobrze dobrane programy telewizyjne można wykorzystać do wyrabiania zmysłu obserwacji, działań twórczych, wyobraźni i intelektu. Umiejętnie dobrane i właściwie dozowane pomogą w przekazywaniu pozytywnych wartości w wszechstronnym rozwoju dziecka.

mgr Wioletta Jachowska
Szkoła Podstawowa w Kamieńcu

*     *     *     *

Literatura:

  1. Bleja B., Oporska J., Składanowska M.- „Godziny wychowawcze VI – VIII. Poradnik dydaktyczny”, Toruń 2000

  2. Eisenberg A., Murkoff H E., Hathaway B. S. N.: „Poradnik dla matek i ojców”, Poznań 2000

  3. Izdebska J.: „Rodzina, dziecko, telewizja”, Białystok 1998

  4. Lepar A.: „Pedagogika mass-mediów”, Łódź 1998

  5. „Studia nad Rodziną”, 6/2000, s. 115 – 122

  6. „Życie”, 20 – 21 marca 1999.

 

Jesienny spacer

Wbrew powszechnie panującej opinii, jesień to doskonała pora na spacer z maluchem, nawet jeśli zamiast słońca i złotych liści wokół jest szaro i zimno. Świeże powietrze na pewno wyjedzie dziecku na zdrowie.

Najważniejsza jest taktyka

Jesienny spacer to doskonała okazja do spędzenia czasu z dzieckiem i hartowania go. Trzeba jednak starannie się przygotować, aby maluch się nie przeziębił. Niezależnie od tego, czy nasze dziecko ma 3 miesiące, czy 5 lat, warto opracować dobrą strategię wychodzenia z domu. Chodzi o to, aby wcześniej przygotować wszystko co niezbędne i ubrać się, a dziecko przygotować na końcu, tuż przed samym wyjściem. Jeśli bowiem będzie już przygotowane do wyjścia, a my będziemy z tym zwlekać, zgrzeje się i spoci. Rozgrzane może się bardzo łatwo przeziębić.

Jesienny spacer z niemowlakiem

Kiedy nadchodzą chłodniejsze dni i okres przeziębień, rodzice zwykle obawiają się, aby ich niemowlak nie przemarzł. Nie można jednak zapomnieć o tym, że bardzo wiele infekcji bierze się z przegrzania. A jesienna pogoda bywa bardzo zmienna. Dlatego najlepszą metodą ubierania dziecka jest „na cebulkę”. Często kontrolujmy też, czy dziecko nie jest wychłodzone i się nie poci – najlepiej dotykając jego klatki piersiowej i karku, a nie rączek i nóżek (które często są zimniejsze niż reszta ciała). Jeśli nie masz pewności, jak powinnaś lub powinieneś ubrać malucha, zawsze lepiej wybrać zestaw nieco lżejszy i przykryć go kocykiem. Jeśli będzie mu za gorąco, po prostu ściągniemy kocyk.

Wchodząc do sklepów i innych ogrzewanych pomieszczeń odkryjmy i rozbierzmy nieco dziecko. Przed wyjściem ubierzmy je z powrotem. Jesienią nie wolno zapomnieć o czapeczce. Ważne, aby dobrze zasłaniała uszy i żeby dziecko nie miało możliwości ściągnięcia jej. Dlatego najlepiej sprawdzają się wiązane nakrycia głowy. Jeśli trudno Ci takie dostać, możesz samodzielnie przyszyć tasiemki. Brak czapki może doprowadzić do infekcji przewodów słuchowych. Ból ucha jest u dziecka jedną z częstszych i najbardziej dotkliwych dolegliwości. U niemowlaka również dość trudno ją zdiagnozować. Dlatego czapka na spacerze – obowiązkowa!

Buzię dziecka powinniśmy przez cały rok smarować przed wyjściem na dwór odpowiednimi kremami.

Przed wyjściem warto wyłączyć kaloryfery i szeroko otworzyć okna, aby porządnie wywietrzyć mieszkanie. Dzięki temu zmniejszamy również różnicę temperatur między domem a dworem. Po powrocie zamykamy je i włączamy kaloryfer, jeszcze przed rozebraniem malca. Zdejmowanie odzieży wierzchniej powinno odbywać się stopniowo.

Na spacer z przedszkolakiem 

Pamiętajmy, że dzieci między 3 a 6 rokiem życia powinny spacerować w każdą pogodę, z wyjątkiem ulewnego deszczu i temperatury poniżej minus 15. W przypadku dzieci w tym wieku także doskonale sprawdza się ubieranie na cebulkę i wiązane czapki, do których jednak zwykle ciężko malucha przekonać.

Przedszkolaki rozpiera energia. Dlatego podczas spaceru trudno utrzymać je przez dłuższy czas w jednym miejscu. Za ciepło ubrane, biegając i skacząc błyskawicznie się spocą, a kiedy zrobi im się gorąco, natychmiast zrzucą część odzienia. Wystarczy taka zmiana temperatur i przeziębienie gotowe. Dlatego pilnujmy, aby nie ubrać malucha za ciepło. Ustalmy też z nim już przed wyjściem, że jeśli będzie mu gorąco, może lekko rozpiąć kurtkę, ale nie wolno mu zdjąć szalika i czapki. Pamiętajmy jednak, że ruch jest dla naszych dzieci niezwykle ważny i pozwólmy im się wyszaleć. Droższe ubranka zostawmy na większe wyjścia. Na potrzeby spaceru lepsza będzie odzież, która może się pobrudzić. Warto także pamiętać, że przedszkolak, nie ominie żadnej kałuży. Dlatego niezbędne będą kalosze. W innym wypadku nawet jedna „błotna kąpiel” może zakończyć się infekcją.

Jesień jest dla dziecka w wieku przedszkolnym niezwykle ciekawa. Wokół piękne, kolorowe liście, kasztany, żołędzie, jarzębina. Tylko zbierać. Dla rodziców oznacza to szczególną czujność. Może się zdarzyć, że przedszkolak będzie próbował np. zjeść jakieś dziko rosnące owoce. Po spacerze trzeba koniecznie polecić dziecku, aby umyło ręce.

Autor: Marta Mozol-Jursza

Źródło: http://www.swiat-zdrowia.pl/

Czas na sport

Jeśli fundować dziecku zajęcia dodatkowe, to najlepiej sportowe. Kształtują nie tylko ciało, ale także umysł.

Kiedy myślimy o zajęciach sportowych dla dzieci, oczyma duszy widzimy ciężkie treningi, pot, dyscyplinę, wyrzeczenia, drogi sprzęt, imprezy okręgowe, „amerykański styl życia”, sukcesy Tymczasem sport dla maluchów to po prostu zabawa, radość, ruch, a także nauka współpracy w grupie i odskocznia od rutyny dnia codziennego.

Rozwój i zabawa

Gdy dziecko ma kilka lat, do wielkich wyczynów jest jeszcze daleko. Każdy instruktor i trener o zdrowych zmysłach doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego we wszystkich dyscyplinach zajęcia zaczynają się od zabaw ogólnorozwojowych. Kształtują one sprawność całego ciała, zmysł równowagi, koordynację ruchów, ich zwinność, harmonię, plastyczność i precyzję, a także poczucie bezpieczeństwa dziecka. I najważniejsze: zajęcia sportowe pokazują, że z ruchu i spółzawodnictwa można czerpać radość, uczą wytrwałości i systematyczności w dążeniu do celu, kształtują poczucie współodpowiedzialności, umiejętność przegrywania i doskonalenia się, pokonywania własnej słabości i wiary w siebie, podejmowania decyzji i dokonywania wyborów. Jak dobrze byłoby, gdyby każdy z nas, dorosłych, przeszedł w dzieciństwie przez taką radosną szkołę życia w grupie, szacunku dla innych i siebie samego…

Szansa dla rodziców

Ale nic straconego. Zajęcia sportowe dla dzieci to okazja do wzbogacania doświadczeń, także dla nas, rodziców. To również fantastyczna terapia dla naszych („dorosłych”) ciał i umysłów pełnych wielkich idei, porannych trosk, wieczornych niepokojów, zapamiętania w gonitwie dnia codziennego. Nigdy nie jest za późno, aby nauczyć się „ważyć rzeczy” te duże i te małe. A więc skorzystajmy z okazji i zapiszmy się na zajęcia razem z dziećmi.

Dobry moment

Najlepszy czas do rozpoczęcia przygody ze sportem to okres między piątym a siódmym rokiem życia. Możemy wtedy oczekiwać od dziecka dobrej koordynacji ruchów, ich plastyczności i harmonii, właściwych reakcji i umiejętności wykorzystania ciała w ruchu.

Pięcio-, sześciolatek umie naśladować i, jeśli tylko chce, bez problemu powtarza za instruktorem ćwiczenia. Potrafi planować swoje ruchy, sprawnie korygować tor, szybkość przemieszczania się po różnorodnym podłożu, regulować siłę rzutu, oceniać odległość i przewidywać konsekwencje swoich działań.

Dużo zależy oczywiście od cech i charakteru dziecka, jego aktywności i doświadczeń przez te pierwsze pięć lat życia. Jeśli od początku spędzaliśmy z nim aktywnie czas, może być gotowe do podjęcia wyzwań związanych ze sportem wcześniej niż rówieśnicy. A jeżeli nasz maluch jest typem bardziej melancholijnym i zbijającym bąki? Tym bardziej warto go rozruszać!

W dalszej części artykułu oceniamy najpopularniejsze zajęcia sportowe dla dzieci.

Sporty walki

Prowadzone przez rozsądnego instruktora kształtują nie tylko sprawność ogólną, ale i cechy charakteru.

Na tego typu zajęcia można zapisywać dzieci po 5. roku życia. Nie chodzi jedynie o ich przygotowanie fizyczne, ale także o dojrzalszy stosunek do ich własnego ciała i do otoczenia (zwłaszcza innych ćwiczących).

W niektórych klubach organizowane są wprawdzie zajęcia już dla trzylatków, ale nie są to na ogół żadne poważne treningi, tylko zorganizowana zabawa, podczas której wpaja się w maluchy pewne zasady danej szkoły. W takich zajęciach dla najmłodszych z powodzeniem także my, rodzice, możemy wziąć udział. Dzięki temu poznamy instruktora i przekonamy się, jak prowadzone są ćwiczenia. A przy okazji trochę poprawimy kondycję i nieźle się zabawimy z własnym dzieckiem.

Niekiedy rodzice obawiają się, że sporty walki uczą agresji. Niepotrzebnie. Owszem, dzieci dowiadują się na zajęciach, jak wykorzystać swoje ciało do obrony (a niekiedy atak jest najlepszą obroną). Poza tym kilkulatka zawsze na początku fascynuje ta „agresywna” strona sportów walki. Ale przez pierwsze miesiące główny nacisk w trakcie zajęć położony jest na coś innego.

Dzieci poznają tam swoje ciało i jego możliwości, swoje słabe i silne strony. Poprzez współzawodnictwo i kontakt z przeciwnikiem powoli uczą się szacunku dla innych i dla siebie. Poznają konsekwencje swojej agresji i dowiadują się, jak mogą nad nią panować.

Takie przygotowanie „duchowe” z czasem zmienia szalejącego na podwórku „agresora” w szalejącego po podwórku partnera, który nie tylko sobie nie zrobi krzywdy, ale tak będzie potrafił zorganizować zabawę, aby nikomu nic się nie stało. Nauczy się bronić, a co najważniejsze nauczy się „nie chcieć atakować”.

Sporty walki pomagają też dziecku w kształtowaniu świadomości własnej wartości w grupie, a to jest zysk nieoceniony.

Jeżeli maluch jest żywym srebrem, zajęcia tego typu utemperują nieco jego aktywność. Nie wyciszą, ale uregulują i pozwolą na wypracowanie pewnego rytmu aktywności. To fantastycznie wpływa na codzienne domowe życie. Po szaleństwach na macie, maluch będzie spokojnie mógł zająć się innymi obowiązkami i przyjemnościami.

Z kolei kiedy dziecko trzeba zapędzać do ruchu, odpowiednio prowadzone zajęcia mogą je do tego niepostrzeżenie zachęcić. Maluch powoli przyzwyczai się do nowego rytmu dnia i w pewnym momencie zacznie mu takiej aktywności brakować, sam więc zacznie się o nią dopominać.

Na początku nauki nie ma większego znaczenia, jaką szkołę wybierzemy, ale dla tych najmniejszych najlepsze wydaje się aikido. Jeżeli zajęcia są dobrze prowadzone, trudno nabawić się kontuzji, chociaż musimy być świadomi, że taka możliwość istnieje.

Nie ma też zbyt wielu przeciwwskazań. Poza oczywistymi, czyli np. wrodzoną łamliwością kości, bardzo silnymi przewlekłymi chorobami skóry, incydentami epileptycznymi, nie ma poważniejszych zastrzeżeń co do uczestniczenia w takich zajęciach.

Tenis

Czy uczyć dzieci tenisa? Oczywiście! Ale z głową.

Nie zaczynajmy od kupna rakiety, piłek i superbutów. Posłuchajmy się trenera. Od pierwszych zajęć do odbijania rakietą musi minąć trochę czasu.

To czas na przygotowanie rozwijające koordynację, sprawność, szybkość, płynność, plastyczność ruchu. Potem przychodzi czas na naukę poruszania się na korcie, uczenie się ruchów piłki, jej odbicia i dynamiki, w końcu na naukę czucia kortu, jego przestrzeni, rozmiarów.

Można zacząć – i tak z reguły się dzieje – poza kortem. Wielkie tenisowe sławy zaczynały od podawania piłek i odbijania pseudopiłek pseudorakietą o ścianę najbliższego budynku.

Ze względu na naturalne cechy ciała dziecka, koordynację ruchów i możliwości najlepszy wiek na rozpoczynanie przygody z tenisem to 5-7 lat. Wiele dzieci zaczyna wcześniej, głównie dlatego, że ich rodzice z pasją grywają w tenisa.

Zarówno z powodów finansowych, jak i społecznych (chodzi o umiejętność współpracy w grupie) najlepiej zaczynać naukę gry w tenisa w grupie dzieci. Na indywidualne zajęcia przyjdzie jeszcze czas.

Szczególnie u dzieci, które zaczęły wcześniej, musimy zwrócić uwagę na ćwiczenia ogólnorozwojowe w trakcie pierwszych miesięcy zajęć, dobre, naprzemienne przygotowanie fizyczne całego ciała. Tenis jest sportem jednostronnym, pełnym sytuacji, które mogą skończyć się przeciążeniem lub kontuzją. Czy to powód, aby nie próbować?

Oczywiście, że nie. Jednak w tym wypadku i w – z natury swojej – jednostronnych sportach warto regularnie konsultować się z lekarzem ortopedą. Takie kontrole dadzą nam pewność, że dziecko nie ma wady postawy ani dysproporcji w rozwoju różnych stron ciała.

Kształt i ciężar rakiet powinniśmy dostosować do wieku dziecka (w dobrym sklepie sportowym sprzedawca pomoże nam wybrać odpowiednią). Maluchy zaczynają grać innymi piłkami. Na początek do biegania wystarczą zwykłe, dobrze dopasowane tenisówki. Ale szybko przekonamy się, że potrzebne są specjalne buty… Ten sport do najtańszych nie należy. Ma za to wiele zalet, przy których gasną zastrzeżenia.

Tenis wspaniale kształtuje koordynację, wyczucie odległości, siłę i zwinność ruchów. Ogromna zaleta tenisa to to, że dziecko nie ma bezpośredniego kontaktu z przeciwnikiem. Nie jest to gra brutalna – o tenisie mówi się, że to sport dla dżentelmenów. Trochę jeszcze z etosu tej dyscypliny sportu zostało.

Dlatego warto przynajmniej spróbować zachęcić malucha do zaprzyjaźnienia się z tenisem.